Startujemy z innego lotniska niż to, na które przylecieliśmy. Jest dużo mniejsze, ale za to nie ma tłoku. Czekamy sobie przy kawce na lot do Indonezji.
---
Pozdrowienia z południowej półkuli :)
Właśnie dolecieliśmy do Jakarty i siedzimy w poczekalni. Za 1,5h mamy odlot do Makasar. Tym samym opuścimy Jawę i wreszcie dotrzemy na Celebes (Sulawesi).
Wyszło 40h w podróży (licząc przerwę w Bangkoku). Po raz kolejny wyszła na jaw dobra zasada, żeby zamiast się podniecać promocjami do Bangkoku czy Singapuru, opracować wcześniej trasę podróży w Azji i szukać lotów do miejsc na trasie wycieczki. Kupowanie biletu do Bangkoku, bo "potem to już tanimi liniami..." kończy się tak, że za dotarcie do punktu startowego wyprawy, płacimy ca. tyle co "niepromocyjnie" zaplacilibysm za przelot z Europy prosto do Jakarty i dalej do Makassar. Co roku sobie to mowimy i co roku robimy odwrotnie... :)
Przelot do Jakarty minął bez jakichś przygód. Trochę się drzemało, trochę pisało bloga.
W Indonezji pobrano od nas opłatę 25USD za prawo wjazdu do kraju :) a potem darmowym busikiem przenieslismy sie do terminala skąd odlatują krajowe samoloty. Nie sprawdziło się, że trzeba mieć 2 zdjęcia paszportowe do wizy indonezyjskiej. Podobnie nie sprawdziły się rady z pewnej książeczki, wg której dotarcie z terminala międzynardowego do terminala nr 1 miało być bardzo skomplikowane.
Już na terminalu krajowym okazuje się, że - oprócz biletu oczywiście - należy zapłacic za przywilej latania po niebie indonezyjskim - 4USD/osoby (oficjalnie jest to podatek podróżny czy też "odlotowy").
A teraz siedzimy nad lunchem za 5 USD i czekamy na samolot...
...
Wsiadanie do samolotu linii Lionair jest dość ciekawe. Wystarczy powiedzieć, że jest to jedyna znana nam linia lotnicza, w której dałoby się wejść nie do tego samolotu, na który masz bilet. W każdym razie, koniec końców, wsiedlismy do maszyny lecącej do Makassaru oboje :) - co prawda z innej bramki niż na monitorze (w pewnej chwili lot po prostu zniknął z listy odlotów) i godzinę później, ale zawsze... :)
Po wylądowaniu w Makasar odbyliśmy (no, Donka odbyła :) trandycyjne już ćwiczenie "sprawdźmy czy nie kłamiesz" i oczywiście okazało się, że panienka z pierwszej firemki transportowej ściemniała mówiąc, że nasz hotelik leży w ZONE 3 (za 100tys Rp), bo jej koleżanka parę stoisk obok zeznała, że jest to ZONE 2 i będzie ok 80tys Rp.
Koniec końców i tak wylądowaliśmy w innym miejscu niż to, które planowaliśmy oryginalnie. Głównie dlatego, że zrobiło się już po 23:00 (Celebes jest znowu o godzinę później niż Jakarta) a my musielismy dopaść jakichś restauracyjek żeby coś zjeć. Z hotelu Wismata Inn po prostu wydawało się bliżej do jadłodajni a cena była ciągle akceptowalna...
Trafiliśmy do knajpki z jakąś muzyką na żywo, gdzie wciągnęlismy kalmara i jakies kurczaki.
Donka okrzyknęła kalmara najlepszym jakiego jadła w życiu. Rzeczywiście był niezły.
Posłuchaliśmy lokalesów jak śpiewają międzynarodowe przeboje. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle im to wychodzi. Widać zresztą, że jako naród lubią muzykę. Wszędzie dużo grupek skupionych wokół jakiegoś grajka i śpiewających przy gitarze...
Wróciliśmy do hotelu i usiłowaliśmy zwalczyć jet lag i zasnąć, bo wstać trzeba było koło 7:00 żeby dopaść autobusu do krainy Toraja...

