A niech tam - i tak było tu fajnie. Wypoczęliśmy za wszystkie czasy, zobaczyliśmy cudeńka pod wodą i ... czas na powrót do rzeczywistości. Już trochę tęskno za krajem i bliskimi...
O 11:00 czekała na nas łódeczka, którą zabraliśmy się do Manado.
W samym mieście odbyliśmy spacerek w poszukiwaniu hotelu - wiele było zapełnionych i w końcu się wbiliśmy do jakiegoś pokoju. Potem spacerek po mieście - obiadek w pizza hut oraz zakupy owoców na wieczorne podjadanie w hotelu.
Właściwie nie ma tu totalnie nic do ogłądania więc będziemy zabijać czas a jutro rano jedziemy na samolot do Surabaya (na Jawie) gdzie mamy przesiadkę do Bangkoku...