To był dość szybki dzień.
O 4:30 prom przybił do przystani w Gorontalo i momentalnie do kabiny wdarli się organizatorzy transportu do Manado (mało kto zostaje w Gorontalo, raczej ludzie jadą dalej do Manado i na Bunaken).
Zignorowawszy najbardziej nachalnych - wiadomo: najdrożsi - poszukalismy kogoś kto sam jest kierowcą a nie friendsem kierowcy i z nim ustaliliśmy cenę za podrzucenie do Manado (9h). Finowie zabrali się z nami i w sumie cały dzień spędziliśmy w drodze rozmawiając o różnych pierdołach (w tym - oczywiście - o Muminkach :) sam niezbyt je lubię, ale za dzieciaka miałem kasete magnefotonową z bajką Lato w Dolinie Muminków i słuchałem ją w tę i nazad - stąd wszystkie te Filifionki, Małe Mi, Paszczaki i Hatifnatowie nie stanowią dla mnie tajemnicy; śmiesznie było jak porównywaliśmy nazwy postaci w wersji polskiej i fińskiej).
Do Manado dotarliśmy bez przeszkód i - jakżeby inaczej - zostaliśmy od razu przekazani w ręce następnego friendsa, który reprezentował ośrodek Panorama na wyspie Bunaken, gdzie się wybieraliśmy.
Dotarliśmy tam po półgodzinnej podróży małą łódeczką z jednym silnikiem, ale - po Black Marlinie - chcieliśmy trochę lepszych warunków niż te w domkach Panormay i w efekcie wylądowalismy w sąsiednim Bunaken Island Resort (trochę drożej, ale to już ostatnie dni wakacji i można trochę odpuścić to oszczędzanie). Nurkujemy z Panoramą za to mamy śliczny domek na klifie nad samą plażą, z widokiem na obłędne zachody słońca (i z A/C - tylko wieczorem i w nocy ale zawsze) oraz.... OBŁĘDNE JEDZENIE.
Tak jak tutaj, to ja mógłbym jadać codziennie w domu. Zawsze jest kilka pysznych dań do wyboru (rybki po azjatycku, kurczaczki, było sashimi nawet) i jedzenia jest w opór


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz